Witold Karpyza. Ziemia Wołkowyska. Łysków.

 

Witold Karpyza.

Ziemia Wołkowyska.

Lębork
2005

Tłumaczenie w języku rosyjskim

 

Łysków

[Ziemia Wołkowyska. Tom 2. Str. 45-53]

Niewielkie dawniej miasteczko, odległe o 40 km na południe od Wołkowyska, do którego można było w okresie międzywojennym dostać się tylko furmanką, to dziś wieś. W końcu XIX w. liczyło 895 mieszkańców, a w 1938 liczba wzrosła do 1100, dziś liczba spadła do kilku setek. Przeszłość zostawiła nam wieści o zameczku, klasztorze bazylianów, domie księży misjonarzy, szkołach łyskowskich, grobie Franciszka Karpińskiego, 12 krzyżach stojących u wylotów ulic z miasteczka, postawionych z fantazji nabożnego mieszkańca dla zdrowia parafian".

O pół kilometra w stronę wsi Mosiewicze, na błotnistym brzegu niewielkiej rzeczki Szczyby vel Muchy, w uroczysku zwanym Horodyszcze, do dzisiaj znaczne są ślady okopów". O tych wałach wspomina Federowski, pisząc, iż lud utrzymuje, że tam straszy, a szczególnie na ulicy Różańskiej i Niemieckiej. Wały te mają być mogiłkami, gdzie dawniej Szwedów chowano. Czasem ukazuje się tam panienka siedząca na skrzyni złota. Pilnują jej psy na łańcuchach. Panienka prosi, aby jej podać rękę i uwolnić od zaklęcia, ale nikt się nie odważa. W rzeczywistości wały te to pozostałości zameczku królewskiego strzegącego lyskowskiej włości w XV-XVIII w. Forma obwałowanego terenu miała postać kwadratu o wymiarach 68 na 68 m. Naroża były wzmocnione okrągłymi, drewnianymi wieżami o średnicy 8 m. Zachowały się też ślady wjazdu do zamku. Od północy i wschodu warownię ubezpieczały błotniste rzeki, zaś od wschodu i południa fosa o szerokości 10 m i głębokości około 4,5 m.

Pierwsze wzmianki o Łyskowie pochodzą z przełomu XV i XVI wieku, z czasów Jagiellończyków Kazimierza i Aleksandra. Właśnie Kazimierz Jagiellończyk nadał kościołowi św. Mikołaja w Wołkowysku dań miodową z Łyskowa w ilości 2 kadzi miodu, a także 2 bezmienów" wosku. Była to włość wielkoksiążęca, zwana dawniej starostwem łyskowskim. W jego skład wchodziły: Łysków z zamkiem i wsie: Międzyrzecz, Pituchowo, Łopiennica, Derewna, Dorohowo, Moskowo, Potońsko. Z czasem Łysków włączony został do starostwa wołkowyskiego. Zachowała się wiadomość z 1560 r. o sądach kopnych poddanych łyskowskich. Były to własne sądy chłopskie, gdzie rozsądzano drobniejsze przewinienia. W 1560 r. sądzono sprawę poddanego, Ustiana Lewkowicza, któremu skradziono klacz. Lewkowicz stawiła czapkę na dowód i wydał świadków trzech". (Akty izdawajemyje ..., t. XVIII, s. 6). Stawienie czapki" na dowód, według dawnego zwyczaju, było rodzajem przysięgi.

Około 1506 r. Łysków znalazł się w posiadaniu Wojciecha Janowicza Kłoczki, marszałka hospodarskiego, ochmistrza żony Aleksandra Jagiellończyka, wielkiej księżnej Heleny. Wojciech zmarł w 1514 r. i przekazał swoje rozległe dobra, leżące przeważnie w powiecie wołkowyskim, synowi Maciejowi, który dostał jeszcze od króla Podarewsk (dziś Podorosk), stąd często Maciejem Podarewskim był zwany. Jak i ojciec był on osobą wpływową i bogatą piastując urzędy marszałka hospodarskiego i dzierżawcy wołkowyskiego. Posłował też do Moskwy.

Maciej Wojciechowicz Kłoczko zmarł w 1543 r., a pozostała po nim wdowa, Katarzyna z Hlebowiczów 11 listopada 1543 r. zapisała Łysków i Międzyrzecz Zygmuntowi Augustowi (W. Pociecha, Królowa Bona, t. 3, s. 67). Król zapis przyjął dając jej na tych dobrach 11 tys. kóp gr. lit. jako zabezpieczenie jej posagu.

Łysków znowu należał do włości królewskich, a około 1565 r. miał go w zastawie, za pożyczenie skarbowi 6000 kóp gr. lit. Wasyl Tyszkiewicz, starosta wołkowyski, ten zaś w swoim testamencie pieniądze zabezpieczone na Łyskowie przeznaczył córce Aleksandrze, wydanej za Aleksandra Chodkiewicza.

W poł. XVII w. Łysków znalazł się w posiadaniu Jakuba Kuncewicza, późniejszego wojewody brzeskiego. Trzecią jego żoną była Felicja Krystyna Wojnianka, chorążanka wołkowyska, wcześniej zamężna za Janem Bychowcem. Fundowała ona klasztor bazylianów w Łyskowie. Zmarła w 1686 r. Zachował się rękopis pt. Łzy synowskie po matce jaśnie wielmożnej jejmość paniej Krystyny Woynianki Jakubowej Kuncewiczowej, wojewodziny brzeskiej, kazaniem egzekwialnym nazajutrz po złożeniu do grobowca tychże jaśnie wielmożnych popiołów w cerkwi łyskowskiej przy monastyrze ojców bazylianów obojga szczodrobliwej fundacji tejże świętej pamięci JMP dobrodziejki matki i fundatorki, przez księdza Symeona Churcewicza...".

W końcu wieku XVII Łysków należał do Bychowców, wywodzących się z bojarów smoleńskich. W 1690 r. Samuel Dobrogost Bychowiec z majętności swojej Łyskowo z Żydami i karczmą, i młynami płacił podatek za 33 dymy a z włości tejże, czyli całej majętności łyskowskiej, oprócz zastawników z karczem i młynów, dodatkowo za młynów 60", (Krakowski. Powiat wołkowyski w końcu wieku XVII. Wilno l939).

Różni ci byli Bychowscy. Jedni fundowali klasztory, drudzy walczyli w Powstaniu Styczniowym, a jeszcze inni obyczajem ówczesnym najeżdżali sąsiadów. W 1704 r. bp. Brzostowski musiał nałożyć interdykt na całą parafie różańską, za napad jakiegoś Bychowca z kompanią na plebanię łyskowską. Adamowi Bychowcowi za udział w Powstaniu Styczniowym car kazał ptzymusowo wyprzedać część dóbr (Józefpol i Zelzin). Miały być one sprzedane do 10 grudnia 1867 r., w przeciwnym razie ulegały konfiskacie. Do wybuchu drugiej wojny światowej w posiadaniu Bychowców pozostawał Adamków. W archiwum grodzieńskim zachowały się bogate dokumenty po Bychowcach: ich korespondencje, inwentarze majątków i klasztoru misjonarzy.

Pierwszy kościół w Łyskowie został ufundowany w 1527 r. przez Macieja Kłoczkę. Parafia była uboga i uposażona 13 dymami". Bp Mikołaj Słupski, wizytując w 1655 r. być może ten sam jeszcze budynek kościelny, określił go następująco: - Kościół drewniany, dogodny i dobrze utrzymany". (Litwa i Ruś". Rocznik 1. Rok 1912). Proboszczowie jednak nie mieli się źle. W 1690 r. proboszcz Kazimierz Bakanowski płacił podatek z juryzdyki miejskiej, wioski i 2 młynów, a także dodatkowo z folwarku Hrusk, podatek za dymów 43. W latach 1763-1785 misjonarze na miejscu starego kościoła wznieśli nowy, okazały, murowany, istniejący w ruinie do dzisiaj. W 1818 r. przebudowano wieżę, którą później, w 1880 r. uszkodził piorun, co zmusiło do generalnego remontu świątyni. Jest to budowla na planie krzyża, z dwoma zakrystiami, wnętrze salowe bez kolumn, ale ściany wewnętrzne wzmocnione pilastrami o bogatych postumentach. Po kasacie zgromadzenia księży misjonarzy kościół zamieniono w 1841 r. Na parafialny, zaś w 1866 r. zabrano na cerkiew. Katolicy odzyskali go w 1921 r. Po II wojnie światowej, z braku opieki, popadł w ruinę. Ostatecznie w 1960 r. Kościół zamknięto, pozwalając zabrać prawie całe wyposażenie kościelne (prócz ław) i przechowywać je w kościele w Różanie.

Korzystając z tolerancji religijnej po 1905 r. i biorąc pod uwagę, że w Łyskowie są dwie cerkwie a brak kościoła, Stefania z Tołłoczków Dziekońska z Mogilowców rozpoczęła starania o budowę w Łyskowie nowego kościoła lub kaplicy. Najpierw wybudowano szopę, gdzie się mogły odbywać nabożeństwa. Ostatocznie kościół zbudowano z cegły, w stylu neoromańskim i w 1913 r. odprawiono w nim pierwsze nabożeństwo. Pierwsza wojna światowa zostawiła kościół w ruinie. Nie odprawiały się w nim nabożeństwa od dłuższego czasu z powodu niebezpieczeństwa zapadnięcia się sufitu. Ostatecznie kościół ten pod wezwaniem Najświętszego Serca został rozebrany, a z jego cegieł zbudowano śzkolę.

Pierwsza wzmianka o cerkwi łyskowskiej, oczywiście unickiej, odnosi się do roku 1624. Krystyna Kuncewiczowa, na trzy lata przed śmiercią, zbudowała i uposażyła bazylianom cerkiew, do której wprowadzili się 2 czerwca 1682 r. Kuncewiczowa nadała bazylianom folwark Kornedź z karczmą, wieś Kuklicze z 13 poddanymi oraz folwarczek Odyncowski na ogród i wypas bydła, a w samym Łyskowie młyn z młynarzem. Ponadto zapisała im 150 zł na habity, które to pieniądze pochodziły z arendy łyskowskiej. Uposażenie to powiększył syn Kuncewiczowej, Dominik, oddając bazylianom w zarządzanie folwark Szpaki, o ktory póżniej musieli toczyć długoletni proces z Bychowcami. (Roczniki Towarzystwa Historyczno-Literackiego w Paryżu. Rocznik 1866). Sprawa o folwark Szpaki zakończyla się polubowną umową z dnia 15 lipca 1753 r. Bazylianie łyskowscy zrzekli się dobrowolnie praw do tego folwarku. Dostali oni od Bychowca 10 tys. zl polskich i prawo wchodu do lasów. (Akty izdawajemyje..., t. XVI).

Opis łyskowskiego, bazyliańskiego klasztoru tuż przed kasacją unii kosciełnej (co miejsce w 1839 r.) brzmiał: Mieli tam zakonnicy klasztor murowany z 20 celami mieszkalnymi, przy nim cerkiew drewnianą, a na zbudowanie nowej materiał już leżał obok przygotowany. Były tam również dwie sadzawki, ogród owocowy, pasieki, folwark dobrze zbudowany, przy nim tak zwana juryzdyka z 15 domów złożona oraz wieś z 30 chatami. Żyli patriarchalnie i w zgodzie z misjonarzami. W wielkich nabożeństwach wzajemnie sobie pomagali. Od 1838 r., po zamknięciu nowicjatów, liczba zakonników zmalała. Superior o. Augustyn Siedlecki w średnim wieku, wikary ks. Samuel Czarnołucki, Bocewicz, Rzecki i trzech innych jeszcze braci - ot, i całe zgromadzenie łyskowskie. Większość z nich to już starcy. Co roku, w wielką sobotę, superior z wikarym i ks. Rzecki obchodzili domy, święcąc pierogi, ale zacnym zakonnikom towarzyszyła jeszcze ładowna bryka z kucharzem klasztornym. Jakubem. Gdzie znaleźli pustki na stole, tam wnosił Jakub przygotowane święcone. Cały gar piwa przygotowany była dla biednych. Nabożeństwa odbywały się przy sławnych w okolicach organach".

W 1835 r. klasztor bazylianom odebrano i mimo oporu ludności i samych zakonników, przekazano prawosławnym. Pisze o tym obszernie ks. Grzegorz Micewicz w swoich pamiętnikach.

W latach 1931-1933 zbudowali prawosławni w Łyskowie nową drewniana cerkiew w stylu cerkiewek bieszczadzkich, według projektu Stanisława Piotrowskiego z Białegostoku kosztem 40 tys. zł. Jest to jedna z piękniejszych drewnianych cerkiewek w województwie.

Znaczącą rolę w życiu Łyskowa i okolicy odegrało zgromadzenie księży emisariuszy, których sprowadził do Łyskowa w 1751 r. Jan kanonik wileński. Uposażono ich 2 folwarkami (Statkowszczyzna i Kołykowszczyzna) oraz pewnymi sumami, lokowanymi na dobrach okolicznej szlachty, z której to sumy pobierali procenty. Księża zajmowali się duszpasterstwem, obsługując jednocześnie własną parafię prowadzili przytułek dla starców, a także szkoły. Przytułek, zwany w owych czasach szpitalem, według wizyty dziekańskiej z 1820 r. był z drzewa ciosowego, w węgieł gładki, gontami kryty, z kominem nad dach wyprowadzonym, długi łokci 21, szeroki 11, obejmował w sobie 3 stacje, 2 komórki na skład i sień. Okien ordynacyjnych w całym domu 10. Drzwi na zawiasach i krukach pojedynczych 3 i na biegunach drewnianych tyleż. Stołowanie z dylów a posadzka z gliny ubita. W szpitalu było 3 dziadów i 2 baby" (Dzieje Dobroczynności. Rocznik trzeci, s. 521).

Do 1797 r. misjonarze prowadzili w Łyskowie szkołę parafialną, dodać trzeba, że nie podlegała ona przepisom Komisji Edukacji Narodowej. Cieszyła się uznaniem, gdyż szlachta niechętnie odnosiła się do reform oświatowych. Rektor wydziału brzeskiego KEN pisał, że wielu uczniów jego przeniosło się do szkól misjonarzy w Łyskowie dla samego odgłosu, że po dawnemu konstrukcji tam ucza". A uczono tam łaciny z Alwara, retoryki, czasem pisania listów a także służenia do mszy oraz katechizmu. Misjonarze niewiele przywiązywali wagi do polecenia przez KEN zamknięcia szkoły. Nie próbowali też początkowo zbliżyć swojego programu do programu Komisji. Jeszcze w 1790 r. uczniowie byli dzieleni na tradycyjne klasy: infimię, gramatykę, retorykę. Misjonarze na brak uczniów nie narzekali i tak w roku szkolnym 1781/1782 uczyło się tutaj 86, w 1784 r. - 70, 1786 r. - 76, a w 1790 r. - 70 uczniów. Rozkwit szkół łyskowskich upatrywać należy w ambicji misjonarzy, jak i w usilnych staraniach o ich poziom, ówczesnego właściciela Łyskowa, Jana Bychowca. Nawet ks. G. Piramowicz, wizytując szkołę akademicką w Grodnie, jedną z przyczyn słabego jej poziomu widział szkołę misjonarzy w Łyskowie, krórzy przyciągając do siebie dzieci przez ustanowienie małego konwiktu, przez udanie, że lepiej uczą, przez pozwalanie wyjeżdżania na święta". Wizytując szkołę łyskowską w 1782 r., ks. Franciszek Bieńkowski o jej stanie doniósł następująco: Łysków szkoła czyli konwikt, gdyż z 86 uczniów 50 jest na stole i stancji u ks. misjonarzów, plebanię tu mających. Dziedzicem jest JP Jan Bychowiec, marszałek wołkowyski, który o zatrzymanie tych szkół upraszał. Prócz prefekta nauczycielów jest tu 4, usiłujących uczyć jak najlepiej, ale nie tylko elementarnych, ale nawet innych ksiąg potrzebnych nie mają. Zatem odmiennym sposobem uczą. Retoryki i dwu klas gramatyki są profesorami klerycy misjonarze. Infimy dyrektor świecki, po niemiecku kleryk uczy ten sam, co i gramatyki. Konwikt jest to dom na poświetnym z drzewa obszerny, gdzie pod dozorem świeckiego dyrektora mają stancje studenci. Co do stołu, na klas cztery są podzieleni podług zapłaty. Największa jest zł 200, najniższa 50. Pensja mała i sposób uczenia odmienny. Z różnych powiatów, bo nawet z ziemi łomżyńskiej nasprowadzał dzieci, których korzyść podług uczenia się dość dobra. Zalecono i tablice z Ustaw wypisać. Kazano, aby od wakacji nauki według przepisów". Misjonarze jednak byli uparci, a pomoc Bychowca znaczna i nowa wizytacja z 1790 r. odnotowała: Szkoły łyskowskie podzielono na trzy klasy. Klasę pierwszą, albo dawniejszym trybem infimę, uczy dyrektor świecki, mający kondycyą w mieście. Drugą klasę, czyli gramatykę, uczy także dyrektor mający kondycyą w konwikcie. III klasę, czyli retorykę, uczy misjonarz, który zarazem jest prefektem szkół. Uczniów w tej szkole znajduje się blisko 70. Superior tamtejszy, - ks. J. Dmochowski, oświadczył się, że chciałby, aby dalej tym samym sposobem nie uczono, lecz dziedzic miasteczka, J. W. Bychowiec, marszałek powiatu wołkowyskiego, utrzymuje te szkoły i starać się ma, aby Prześwietna Komisja Edukacyjna te szkoły za akademickie uznała". Życzeniom misjonarzy i Bychowca stało się zalość. W 1797 r. szkoła łyskowska stała się akademicką, ściślej powiatową, czyli taka, po ukończeniu której można było studiować w uczelni wyższej. Taką też pozostała do 1835 r., kiedy to rząd carski szkołę skasował. W parę lat później Łysków musieli opuścić też misjonarze.

O tej szkole akademickiej sporo znajdujemy wiadomości w Kalendarzykach politycznych Uniwersytetu Wileńskiego, jakie co rok w tym czasie się ukazywały. Dla przykładu podam dane z tego źródła za 1809 r. Przełożonym szkoły łyskowskiej byl ks. Jan Ossoliński, nauczycielem fizyki i matematyki - ks. Tomasz Kuncewicz, literatury - ks. Jan Ossoliński, nauczycielem drugiej klasy - ks. Wincenty Sielecki, pierwszej klasy - ks. Wincenty Trubiłowicz, rysunku - ks. Klemens Markowski, języka francuskiego - Jan Lange. Do uczniów celujących klas I i II należeli: Józef Malczewski, Franciszek Leszczyński, Wincenty Jezierski, Michał Zubilewicz, Adam Bychowiec, Julian Malczewski, Mikołaj Masłowski, Antoni Sierociński, Ignacy Nielubowicz, zaś z literatury polskiej i łaciny: - Aleksander Bychowiec, Karol Leszczyński, Piotr Affanasowicz, Wincenty Jankowski, z matematyki i fizyki - Jan Freyend, Michał Freyend, Kazimierz Wysocki, Jan Niemiera i Stanisław Leszczyński. Z dalszych roczników tego kalendarzyka wiemy, że uczono także: prawa i historii, języka niemieckiego, wymowy, języka polskiego, łaciny, geografii, nauki moralności, języka rosyjskiego. Liczba uczniów w tej szkole zawsze prawie przekraczała setkę, a w 1817 r. było ich 155.

Jako jedna z nielicznych pamiątek przeszłości zachował się do dzisiaj przy dawnym kościele misjonarzy grób poety, Franciszka Karpińskiego. U schyłku swego żywota zamieszkiwał on w Chorowszczyźnie, odległej o 5 km od Lyskowa. Zakupił ją w 1818 r. od Wincentego Orzechowskiego, o czym wspomina w swoim pamiętniku: "Na ostatek uskuteczniłem swoją chęć kupienia jakiejś wioski dziedzictwem. Jakoż i kupiłem wioskę w powiecie wołkowyskim, Chorowszczyznę, od JWP Orzechowskiego, sędziego granicznego powiatu, za którą z poślinami do skarbu monarszego należnymi, 100 tysięcy złotych zapłaciłem. Po śmierci zaś mojej, wnuk mój, Franciszek Kozierowski, którego od dzieciństwa przywiązania i we wszystkiem do siebie powolności doświadczyłem, tejże wsi dziedzicem będzie... Sprowadziłem się do tej nowo kupionej wioski od lat trzech i tu spokojnie mieszkam, gdzie ze mną Kozierowski z żoną, dziećmi i całym gospodarstwem sprowadził się. Zabudowanie tu w Chorowszczyźnie mam wygodne, blisko Łysków, gdzie raz tylko przez rok wyjeżdżam i to na spowiedź wielkanocną i dla słabości zdrowia nigdzie więcej". W ostatnich latach życia poety serdeczną z nim przyjaźń nawiązał nauczyciel szkoły łyskowskiej, ks. Antoni Korniłowicz. On to w swojej książeczce poświęconej Karpińskiemu podał następujący opis pogrzebu przyjaciela, który nastąpił w 1825 r. Pogrzeb Franciszka Karpińskiego - czytamy - w Łyskowie, miasteczku dziedziczonym Adama Bychowca, chorążego powiatu wołkowyskiego, następującym porządkiem. Dnia 6 września 1825 r. wieczorem, w niedzielę zwłoki ś.p. Franciszka Karpińskiego przyprowadzone zostały z jego majątku Chorowszczyzny, do kościoła parafialnego księży misjonarzy. Na eksportacji, oprócz księży misjonarzy, znajdowali się księża bazylianie i bractwa obydwu zakonów, lud zaś licznie zgromadzony ciągle towarzyszył aż do umieszczenia trumny z katafalku, tym celem wystawionego. Podczas eksportacji miał mowę ks. Józef Kulikowski w treści - ile na tym szkody ponosi społeczeństwo, gdy utraci pożyteczne członki. Nazajutrz, dnia 7 września, w poniedziałek, po odśpiewaniu na mszy żałobnego nabożeństwa przez księży bazylianów, później przez miejscowe duchowieństwo, o godzinie 10 wyszła msza wielka, odprawiana przez ks. superiora Kazimierza Mieczkowskiego. Widział każdy, jak starzec mając lica łzami zroszone, poświęcił ofiarę za tego, z którym go przez znaczny czas przyjacielskie łączyły związki. Po skończonej mszy, wybrany na tłumacza cudzych i własnych uczuć, miałem zaszczyt do zgromadzonej publiczności przemówił. Gdy juź duchowieństwo prześpięwało, prawnuk ś.p. Franchzk&i Karpińskiego, Kozierowskl, mując lat 10 wieku, blisko grobowca dziada swego stanąwszy, w czułej przemowie wynurzył żal swój a zarazem całej familii, która najwyższą ozdobę w nim straciła. Po przeniesieniu ciała na cmentarz, gdy miano już w ziemi pogrzebać, ks. Józef de Welden, nauczyciel szkoły łyskowskiej, zwrócił uwagę słuchaczów krótką mową. Obrządek został dopełniony przez ks. Kulikowskiego, prefekta kościoła a fizylierzy wystrzelili z broni ręcznej (Karpiński był ich honorowym kapitanem), że ziemia przyjęła go na wieczny spoczynek". Zgodnie z życzeniem poety pochowano go przy ścieżce prowadzącej do kościoła, ustawiono skromny nadgrobek, niski, w kształcie dwuspadowego daszku i położono napis - Oto mój dom ubogi". W początkach XX w. ziemianka, Stefania z Tołłoczków Dziekońska, z Mogilowców, nie tylko rozpoczęła starania o budowę nowego kościoła w Łyskowie, ale też zaopiekowała się grobem Karpińskiego, a nawet chciała go przenieść na miejsce godniejsze". Rozpoczęła więc poszukiwania rodziny Kozierowskich. Sukcesorem Chorowszczyzny po Karpińskim był wspomniany wyżej Franciszek Kozierowski, wnuk po siostrze poety, żonaty z Anną z Tołkawiczów, wdową Zdzitkowiecką, który miał dwóch synów: Franciszka i Józefa. Ten ostatni jeszcze w 1890 r. był właścicielem Chorowszczyzny. Chorowszczyzna zapewne została później sprzedana i rozparcelowana, a Kozierowscy emigrowali. Odnalazła ich Dziekońska w Ameryce. Przysłali jej pewną kwotę na budowę kościoła i odnowienie pomnika. Grób Karpińskiego pozostał na starym miejscu. Po drugiej wojnie światowej na miejscu zniszczonego pomnika postawiono nowy, również skromny, z napisem w języku polskim Franciszek Karpiński", ale i ta tabliczka obecnie zginęła.

W czasie Powstania Kościuszkowego wschodnie granice powiatu wołkowyskiego osłaniał regiment 5 litewski pod komendą generała-majora Pawła Grabowskiego. Poszczególne kompanie miały swoje leże w Dereczynie, Samojłowiczach, Wołkowysku, Izabelinie, Łyskowie i Różanie. Kompania w Łyskowie liczyła 80 ludzi.

Łysków leżał w pobliżu Puszczy Różańskiej, błot nad rzeką Jasiołdą, a dalej na zachód Puszczy Białowieskiej i Świsłockiej, gdzie w 1863 r. bardzo aktywnie działali powstańcy. Powstanie otarło się i o Łysków. Znany jest fakt, że powstańcy na rynku miasteczka zastrzelili niejakiego Wyszkolca, nauczyciela prichodskogo uczyliszcza", a sami następnie zbiegli do lasów janowskich. Ks. Melchiora Moniuszkowa wzywano na policje, aby się wytłumaczył z zarzutu przyjęcia przysięgi powstańca. Księdza Szarskiego, który wówczas administrował parafii łyskowską ukarano kwotą 100 rubli za to, że bez zezwolenia był w sąsiedniej parafii u ks. Wincentego Dereszkiewicza, a w dodatku zastał tam jeszcze trzech księży.

Pamiątką po owych czasach jest szosa, o której nauczyciel z okolic Łyskowa w czasach międzywojennych pisze następująco: Za Łyskowem, w stronę rzeki Jasiołdy, pobudowana jest szosa o długości 10 km na faszynie i workach z piaskiem, przerzucona przez bagna. Pobudował ją car, aby podciągnąć artylerię i wybić ukrywających się powstańców. Budował rok a powstańcy uciekli. Byłem tam z Rygorowiczem. Opowiadał nam staruszek ze wsi Huta. Szosa nie jest uczęszczana i w dobrym stanie. Obok topiel". (list H. Jakimczyka w zbiorach autora).

W okresie międzywojennym, miasteczko miało bardzo trudne połączenia komunikacyjne ze swoim powiatem, co spryjało zawiązaniu się między mieszkańcami atmosfery rodzinnej. Z sentymentem wspomina o tym miasteczku były sekretarz gminy w Łyskowie, Wiktor Rygorowicz. Oto fragmenty jego listów, zachowanych w moich zbiorach: W Łyskowie mieszkałem w latach 1933-1936. Miasteczko liczyło wówczas około 2000 mieszkańców i stanowiło gminę wiejską. Byla to najdalei oddalona od powiatu gmina. Na miejscu była poczta, szkoła, urząd, posterunek policji, klasztor, dwa kościoły, cerkiew i bożnica. Hotelu w miasteczku nie było ale nocować można było u Szlomy Miżeryckiego, ktory prowadził też restaurację. Warunki życiowe były dobre. Szczupaka o wadze 5 kilogramów można było kupić za kilka groszy. Handel w miasteczku w 90 % należał do Żydów, którzy sprowadzali towary z odległego Wołkowyska. Kursowało na tej trasie kilka par koni ciężarowych tak zwanych bałaganów", które to zaprzęgi parę razy w tygodniu wyjeżdżały po towary. Sołtysem był Żyd. Światła elektrycznego nie było. Jarmarki odbywały się dwa razy w miesiącu. Szkoła mieściła się w budynku klasztornym a kierował nią Kowalski. Będąc w Łyskowie pracowałem również społecznie - byłem wiceprezesem straży pożarnej. W Lidze Kobiet pracowała także żona. W życiu społecznym rej wodziła pani Anna Bychowiec, której mąż Leon Bychowiec był inżynierem, lecz w pracy społecznej się nie udzielał a tylko procesował się z chłopami, lecz bardzo rzadko o miedzę, czy o szkody wyrządzone przez inwentarz żywy a najczęściej o samowolne wyręby drzewa w lasach. Mile wspominam rodzinę Korolewiczów z Hajek, którzy aktywnie udzielali się pracy społecznej. On był emerytowanym nauczycielem rysunku. Na jednym z balów przygotowywał karykatury tutejszych działaczy, które po dokonaniu oceny obecnych na balu, zostały natychmiast sprzedane, co znacznie zasiliło fundusze na cele społeczne. Oprócz wyżej wymienionych w pracy społecznej uczestniczyli: ks. Franciszek Matelski, ks. prawosławny - Kankowski, Albin Dziekoński z Mogilowców - przewodniczący rady gminnej, Stanisław Wieczfiński - wójt, Bazyli Łuka - dawny zasłużony wójt łyskowski, Łoś - lekarz, Kulesz - kierownik poczty, Epsztejn - aptekarz, Tomasz Labocha - leśniczy oraz miejscowi nauczyciele". Znajdujemy w listach Rygorowicza i dwie anegdotki. Nie są one na wagę źródła historycznego, ale że ilustruja atmosferę ówczesnego kresowego miasteczka, przytaczam w całości. Pewnego roku wybory wójta w Łyskowie były bardzo kłopotliwe. Żydzi namawiali członków rady gminnej aby głosowali na ich kandydata i w tym celu częstowali chłopów wódką, a ci przyrzekali że zadość uczynią prośbie. Po głosowaniu okazało się, że oddano tylko 1 głos na żydowskiego kandydata. Słyszałem jak po wyborach Żydzi wymawiali chłopom, że słowa nie dotrzymali, ale każdy z nich twierdził, że to właśnie on ten pozytywny głos oddał.

Pewnego razu zmieniono nam komendanta policji. Na temat tego nowego człowieka rozmawiałem z pewnym Żydem, zapytując, co sądzi o nowym komendancie. Jest on niedobrym człowiekiem -odpowiedział - Dlaczego ? - On nie pije wódki".

Od brata Jana kanonika wileńskiego żyjącego w XVIII w. idzie linia Bychowców na Łyskowie. Ostatni potomek z tej linii, Leon Bychowiec, właściciel Adamkowa, został w 1939 r. przez wladze radzieckie aresztowany i wszelki ślad po nim zaginął. Żona jego, Anna, w czasie okupacji niemieckiej, prowadziła w Rosji malutki sklepik, placówkę rosyjskiej mleczarni, gdzie sprzedawała chude mleko. Do przedsiębiorstwa musiała dokładać", ale chodziło przecież o zaczepienie się i przetrwanie. Po repatriacji, osiadła we Wrocławiu, a ponieważ miała ukończone wyższe studia rosyjskie była bardzo cenioną nauczycielką języka rosyjskiego.

 

Żrodła i opracowania:

- Łzy synowskie... kazania ks. Ohurcewicza. Rękopis w PAN w Kórniku, sygn. 2596, s. 1-13.

- Wspomnienie Wiktora Rygorowicza. Rękopis w posiadaniu autora.

- Roczniki Towarzystwa Historyczno-Literackiego w Paryżu. Rocznik 1866.

- Swod Pamiatnikow Biełorussii. Brestskaja obłast, Mińsk 1990, s. 363.

- A. Korniłowicz, Ożyciu Franciszka Karpińskiego... Wilno 1827.

- Akty izdawajemyje Wilenskoju Archeograficzeskoju, Wilno 1891, Tomy XVI i XVIII

- J. Kurczewski, Stan kościołów parafialnych diecezji wileńskiej po najściu nieprzyjacielskim 1655-1661, Litwa i Ruś", t.1, 1912.

- G. Micewiez, Z męczeńskich dziejów unii, Poznań, 1888.

- Raporty generalne wizytatorów Komisji Edukacji Narodowej w WLK. Ks. Litewskim 1782-1792, Wrocław 1974.

- F.Karpiński, Pamiętniki, Warszawa 1898.

 

 Wejście Różana Łysków Moģilowce Adamków

 

 

.